Serwis korzysta z plików cookies.
        LOGOWANIE  /  REJESTRACJA      

Wehikuł czasu, cyborgi i neurony

Jadwiga Charzyńska

20 wrzesień 2015 roku

"Exoskeleton" oraz projekcje "Ear on Arm Surgery" i "Ear on Arm Suspension" na wystawie "Mięso, metal i kod /rozchwiane chimery" w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, 2014; fot. Krzysztof Miękus

W ostatnie Boże Narodzenie wciąż trafiałam na rozmowy podnoszące sprawy etyki i kultury. W jednym z programów publicystycznych prof. Zbigniew Mikołejko stwierdził: „Kultura wysoka charakteryzuje się tym, że mówi: nie jest łatwo”. Termin „wysoka kultura” wzbudza we mnie mieszane uczucia. Cóż to bowiem znaczy?

Sztuka zawsze była propozycją dla elit. Próba uczynienia z niej produktu powoduje, że środowisko próbuje się bronić, choćby przez tego rodzaju definicje. Jednak warto jasno oznajmić światu, że wystawy artystyczne, koncerty w niewielkich salach i spotkania literackie pozostają w kręgu zainteresowań wąskiej grupy odbiorców. Mecze, koncerty organizowane na stadionach to już rodzaj igrzysk. I na takie emocje jest większe zapotrzebowanie. Zawsze było, nie zmienimy ludzkiej natury.

W sztuce artyści wciąż odnoszą się do postępującej komercjalizacji, wkraczającej w kolejne dziedziny życia. Medialność jest miarą wartości, jakby w ciszy nie działo się nic wartościowego.

Podobnie jest z badaczami. To wąska grupa, ale bezcenna. Bez ich pracy nie rozwijałyby się ogromne fabryki czy korporacje, których celem jest zysk. Niedawno świat fascynował się grafenem, a dzięki talentowi i determinacji młodej badaczki Olgi Malinkiewicz mamy perowskity, które być może wkrótce wyprą krzem z ogniw fotowoltaicznych. Nie dość, że są o wiele wydajniejsze (według internetowych źródeł 1 mikrometr warstwy perowskitowej jest w stanie zaabsorbować tyle energii słonecznej, ile aż 180 mikrometrów krzemu!), to także bardzo elastyczne. W związku z tym grube i sztywne ogniwa słoneczne mogą zostać zastąpione cienkim i elastycznym odpowiednikiem.

Prezentacja performansu "Ear On Arm Suspension", Scott Livesey Galleries, Melbourne 2012; fot. Polixeni Papapetrou

Aura towarzysząca przesileniu zimowemu i poczuciu nieuchronnego upływu czasu, w związku z kończącym się kolejnym rokiem, powoduje, że rozważania te dotykają różnych spraw. Zainspirowana słowami wspomnianego już wcześniej religioznawcy prof. Mikołejki, który powiedział, że obecnie „ludzie są kształceni do pewnych umiejętności”, a z systemu edukacji „wytrącono szkołę relacji z innymi”, obejrzałam program z cyklu „Zagadki wszechświata z Morganem Freemanem”. Prowadzący, wyszedłszy od stwierdzenia, że chodzenie jest największym osiągnięciem ludzkiego umysłu, zastanawia się, wraz z gronem naukowców, nad możliwościami robotów oraz korzyściami płynącymi z ich doskonalenia. Jednocześnie zauważa, że świadomość jest niezbędnym stymulatorem naszych umiejętności motorycznych.

Wiosną 2014 roku w gdańskiej Łaźni mogliśmy zobaczyć pokaz prac Stelarca, twórcy i badacza eksperymentującego z własnym ciałem. Ideą artysty jest nieustanne poszerzanie ludzkich możliwości poprzez sprawdzanie własnej wytrzymałości w spektakularnych performance’ach. Uzbrajając się w swoich pokazach w ramiona rodem z opowieści science fiction staje się niemal cyborgiem, co zauważyła nawet NASA. Swego czasu agencja kosmiczna zaprosiła artystę do współpracy, aby wykorzystać efekty jego badań zaprezentowane w pracy nazwanej „Exoskeleton”. Na świecie od kilku dekad jego aktywność opisywana jest z różnych perspektyw. Dla polskiego czytelnika mamy najnowszą propozycję wydawniczą Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia: „Mięso, metal i kod. Rozchwiane chimery. Stelarc”.

Po lewej: Stelarc prezentuje Extended Arm; Melbourne, Hamburg 2000; fot.  Dean Winter

Po prawej: ”In-Potentia”, zrealizowana przez zespół: Guy Ben-Ary, Kirsten Hudson, Mark Lawson and Stuart Hodgetts; prezentowana na SOFT CONTROL: Art, Science and the Technological Unconscious, Kibla, Maribor, Słowenia,2012 ; fot. Dogs Run

Jesienią ubiegłego roku w warszawskiej Zachęcie uczestniczyłam w performansie Karoliny Wiktor, artystki, która na skutek wylewu krwi do mózgu cierpi na afazję. Jej opowieść (którą opisała w książce „Wołgą przez Afazję”), podparta argumentami neurologów zaproszonych do dyskusji, uświadomiła mi potencjał tego organu. Jest to historia zmagania się zdezorientowanego umysłu z podstawowymi czynnościami życiowymi, uczącego się od nowa zarządzania ciałem, w którym jest ulokowany, interakcji z otoczeniem, a także zapis bezradności świadomego umysłu, który wie, co chce zrobić, ale nie może nawiązać właściwej komunikacji z ciałem i otoczeniem, bo zatracił umiejętność koordynacji ruchowej i mówienia. Teraz musi się tego wszystkiego nauczyć od nowa…

Skan mózgu podczas wykonywania zadań pamięciowych, źródło: Wikipedia

Roboty z programu Freemana także próbują się uczyć. Naukowcy opowiadający o nich są przekonani, że maszyny nie będą w stanie samodzielnie decydować o sobie, póki nie staną się świadome. Świadomość to odczuwanie, a emocje pozwalają zarządzać ryzykiem, pomagają podejmować właściwe, w naszym pojęciu, decyzje.

Już wkrótce będzie można w Gdańsku zobaczyć projekty eksperymentujące ze sztuczną inteligencją. Artysta i badacz Guy Ben-Ari pracuje w różnych zespołach, ale każde z tych działań podejmuje kwestię rekonstrukcji, a czasem również naprawy sieci neuronowych. Projekt premierowy, który mamy zamiar pokazać w czerwcu, nazywa się „The snowflake”. Praca, powstała we współpracy z Boryaną Rossą, jest próbą zmierzenia się z ludzkim marzeniem o długowieczności, a nawet nieśmiertelności.

Jeśli nie dotrzecie do Gdańska, a sztuka i nauka zaintryguje Was na tyle, by szukać miejsc, które ją prezentują, to w Europie od lat podczas Ars Electronica w Linzu możemy spotkać najważniejszych ludzi zajmujących się zjawiskami na pograniczu sztuki i nauki. Jakkolwiek Azjaci wyprzedzają Europę mocno w tej kwestii, to – gdy prześledzimy informacje tylko z ostatniego roku – stary kontynent chce wyrównać straty. Jednakże na razie austriacka impreza ma się dobrze i na horyzoncie nie pojawia się nic, co mogłoby ją przyćmić.

Człowiek wciąż prze do przodu. Kilka dekad temu ludzkie umysły odkrywały wyspy i lądy, dziś nasza fantazja nieznanego szuka w kosmosie albo świecie wirtualnym. Rozważamy o poruszaniu się w różnych czasoprzestrzeniach. Planujemy kolonizację Marsa. Rok 2030 to niezbyt odległa data z perspektywy rozwoju cywilizacji. Kosmos przyciąga naszą uwagę na wiele sposobów. Wellsowski „wehikuł czasu” jest niemal w zasięgu ręki.

W latach 90. pojawiła się seria surrealistycznych powieści. Zapamiętałam książkę „Restauracja na końcu wszechświata”, która zaczyna się od informacji, że komputer Ziemia został wybudowany w wyniku trwających siedem i pół miliona lat obliczeń prowadzonych przez komputer o imieniu Głęboka Myśl. W związku z ogromnym rozmiarem komputera Ziemia jest on mylnie uważany za planetę. W opozycji do tej ironicznej historii mamy o dekadę później powstały film „Matrix”. Jego autorzy także wywiedli nasz byt z układu zero-jedynkowego.

Zatem co jest prawdą? Złudzenie, które pozwala nam wierzyć w materialność świata, czy może kod lub sygnał, który emituje naszą rzeczywistość tylko w określonej czasoprzestrzeni? Wszak Alicja w Krainie Czarów także zmagała się z własną fizycznością we wciąż zmieniającym kształt i rozmiar świecie. Opowieść powstała przecież w czasach aktywności choćby Nicoli Tesli, który twierdził: „Jeśli chcesz poznać tajemnice wszechświata, myśl w kategoriach energii, częstotliwości i wibracji”.

A co z możliwościami ludzkiego umysłu? Pokutuje mit, że podobno korzystamy z jedynie 10% możliwości mózgu. Naukowcy udowadniają, że tak nie jest, tyle że nie umiemy wielu zjawisk zbadać czy zrozumieć. Przykład osoby cierpiącej na afazję pokazuje potencjał tego organu, ale nie odsłania nam szczegółów zachodzących w nim procesów.

Mit jest efektem przeinaczenia słów prekursora psychologii humanistycznej i fenomenologii, prof. Williama Jamesa. W jednej z pierwszych samorozwojowych książek, wydanej w 1936 roku, napisano: „Profesor William James z Harvardu zwykł mawiać, że przeciętny człowiek rozwija jedynie dziesięć procent swoich ukrytych zdolności umysłowych”. Jak widać, mity trudno wykorzenić.

Wszystkie te wizje i mity podejmują kwestię wiecznego konfrontowania się świata postrzeganego w kategoriach ekonomicznych i filozoficznych. Zygmunt Bauman w „To nie jest dziennik” zanotował: „Nasze czasy celują w ścieraniu wszystkiego na proch – choć niczego tak skutecznie nie ścierają jak obrazu świata: ów obraz stał się równie puentylistyczny, co model czasu, który patronuje temu kruszeniu i rozdrabnianiu”.

Czy dehumanizacja sztuki jest powiązana ze zmianami społecznymi, czy to sprawa czysto biologiczna? Mózg, próbując rozpoznać nowe warunki, odrzuca wszystko, co jest zbyt trudne bądź odsuwające jego uwagę od głównego celu: przetrwania. A co z empatią? Czy nieustanny dostęp do informacji o okrucieństwie i nieuczciwości nękającej ludzi działa jak środek znieczulający? Stanisław Lem pod koniec lat 90. pisał w „Bombie megabitowej” o zagrożeniach, jakie niesie Internet (włącznie z przestępczością i działaniami wojennymi), krytycznie odnosząc się do zachwytu nad jego możliwościami transmisji danych. Odwołując się do badań profesora Neila Postmana, który dowodził w swej bestsellerowej publikacji „Amusing ourselves to death”, że rozrywka dostarczana przez „90 i więcej procent emisji telewizyjnych to rozrywkowy muł, zapychający mózgi”, Lem nazywa ten nawrót „wkroczeniem w elektroniczną epokę jaskiniową”. Nieufnie odnosi się do możliwości sterowania umysłem na odległość. Cóż, bezzałogowe pojazdy już wdzierają się w nasze życie… „Mózgi wyosobnione z ciała i (powiedzmy) pływające w jakiejś cieczy odżywczej, zdolne do myślenia” – pisze dalej – „to są bajki”. Jednakże zastrzega, że w swoich książkach opisywał już różne teoretycznie możliwe eksperymenty i wkrótce okazywało się, że wizje – wydawałoby się – niedorzeczne są wdrażane w życie! Jak wiemy, trwają takie eksperymenty; podczas wspomnianej wystawy artystów zajmujących się bioartem, zaproszonych do Gdańska w tym roku, zobaczymy też tego rodzaju projekt pod tytułem „In Potentia”. Cóż, będzie to właśnie próba wyhodowania mózgu z komórek pierwotnych pobranych z naskórka.

”In-Potentia”, zrealizowana przez zespół: Guy Ben-Ary, Kirsten Hudson, Mark Lawson and Stuart Hodgetts; prezentowana na SOFT CONTROL: Art, Science and the Technological Unconscious, Kibla, Maribor, Słowenia,2012 ; fot. Dogs Run

Czy jest to krok w kierunku stworzenia organicznej sztucznej inteligencji? Pytanie brzmi szczególnie intrygująco w kontekście ostatnich doniesień prasowych, iż „kalifornijskim badaczom udało się odbudować utracone połączenia między neuronami i odzyskać zapisaną w nich pamięć. Do tej pory uważano, że po zniszczeniu sieci połączeń między komórkami w mózgu tracimy bezpowrotnie to, co było w niej zapisane”. Co prawda, jak donosi „Gazeta Wyborcza”, bohaterem eksperymentu opisanego przez neurobiologów z Uniwersytetu Kalifornijskiego (UCLA) jest morski ślimak z gatunku Aplysia californica, którego centralny układ nerwowy nie jest zbyt skomplikowany – składa się z 20 tysięcy neuronów, podczas gdy w ludzkim mózgu jest ich około 100 miliardów. Jak rzekł Stanisław Lem, każde stworzenie posiada „sensorium”: „całość wszystkich zmysłów oraz wszystkich dróg (zazwyczaj nerwowych), jakimi informacje powiadamiające nas o «istnieniu czegokolwiek» mkną do ośrodkowego układu nerwowego”. Poradziliśmy sobie na razie z zakłóceniami w łączności i odtworzeniu utraconych danych u ślimaka. Pierwszy krok został zatem postawiony. Czy jest to powód do obaw, czy też nadzieja dla wielu ludzi powracających do zdrowia po wylewach krwi do mózgu?

Sztuka i nauka to nierozłączne siostry, choć mają odmienne charaktery i sposoby ekspresji. Gdy lekarze i biolodzy wciąż szukają odpowiedzi na pytanie, jak działa mózg i ludzki organizm, fizycy i astronomowie zgłębiają tajemnice kosmosu; humaniści, nieskrępowani powagą sytuacji, fantazjują i często puszczając do nas szelmowskie oko, mówią o sprawach trudnych, oswajając nas z tym, co nieuchronne. Wszak dziś Leonardo da Vinci jest promowany przede wszystkim jako świetny artysta, ale on sam uważał się za uczonego, a zdolności manualne pozwalały mu perfekcyjnie opisywać jego wynalazki i odkrycia. A że przy okazji były to świetne rysunki i malowidła, to już inna rzecz.

Czy – jeśli wierzyć naukowcom z programu Morgana Freemana – wszystko to dzieje się w związku z nieustannym doskonaleniem się ludzkiej motoryki?

A może jednak podążmy innym tropem. Oto cytat z artykułu Richarda C. Henry’ego zatytułowanego „The Mental Universe”, opublikowanego w 2005 roku przez „Nature”: „Podstawową konkluzją nowej fizyki jest przyznanie, że także obserwator tworzy realia i w tym charakterze jesteśmy osobiście zaangażowani w tworzenie własnej rzeczywistości. Fizycy są zmuszeni przyznać, że wszechświat jest «psychiczną» konstrukcją. Pionierski fizyk Sir James Jeans napisał: «Strumień wiedzy zmierza ku niemechanicznej rzeczywistości; wszechświat zaczyna wyglądać bardziej jak wielka myśl niż jak wielka maszyna. Umysł nie wydaje się przypadkowym intruzem w świecie materii, powinno się raczej postrzegać go jako twórcę i zarządcę w świecie materii»”.

A zatem fizykom kwantowym z filozofami i artystami może być po drodze. I może dzięki tej współpracy ziszczą się słowa Nikoli Tesli, że „w dniu, gdy nauka rozpocznie badania zjawisk niematerialnych, spowoduje w ciągu jednej dekady większy postęp niż w ciągu minionych wieków jej egzystencji”.

 

Artykuł publikowany w magazynie „Zarządzanie Projektami” Nr 1(8)/2015

Logo w stopce
KONTAKT

Portal zarzadzanieprojektami.org, Gdański Park Naukowo-Technologiczny
ul. Trzy Lipy 3, 80-172 Gdańsk
E-mail: biuro@e-zp.org
tel.: (+48) 501 794 318
Copyright © 2016. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie Interaktywna PIQUA