Serwis korzysta z plików cookies.
        LOGOWANIE  /  REJESTRACJA      

Syndrom Dyrektora

Tadeusz Wojewódzki

20 wrzesień 2015 roku

Spotkać menedżera w potrzebie konsultingowej, wiedzieć jak mu pomóc, ale nie doradzić – to zapewne nie grzech. Ale dla urodzonego konsultanta – wstyd. A łatwiej człowiekowi się wyspowiadać, jak sądzą sprawni w temacie, niż wstydzić… Żeby więc wstydu nie było – pomagamy. I wówczas bez zapowiedzi zjawia się irytacja. Okazuje się bowiem, że wiedzę wartą każdych pieniędzy, menedżer zbywa zdawkowym frazesem. Ba, zdarza się, że zarząd renomowanej firmy płaci kilkadziesiąt tysięcy za to, żeby wiedzieć „jak jest”, a kiedy już wie – odkłada tę wiedzę do lamusa. Płaci, więc nie neguje jakości usługi. Ale z niej nie korzysta. Satysfakcję z dobrze wykonanej i opłaconej roboty zastąpić wówczas może – nawet u cierpliwego doradcy – szczera irytacja. Oprócz chęci zarabiania, chciałoby się bowiem jeszcze z tego wszystkiego co nieco zrozumieć… Ale jak?

Ważką podpowiedzią może być zapewne anegdota o mężczyźnie lecącym balonem. Anegdota dobrze ilustruje funkcjonowanie Syndromu Dyrektora – jednego z najczęściej pojawiających się w konsultingu.

Tak więc leci nasz bohater upojony widokami, aż nagle uświadamia sobie, że nie wie, gdzie jest. Obniżył lot i po jakimś czasie zauważył w dole kobietę. Zmniejszył jeszcze bardziej wysokość, żeby zasięgnąć języka, i kiedy było to już technicznie możliwe – krzyknął do niej:

– Przepraszam, mam problem. Może mi Pani pomóc? Obiecałem znajomemu, że dolecę do niego w ciągu godziny. Ale zagapiłem się i nie wiem, gdzie teraz jestem…

– Jest Pan w balonie napełnionym gorącym powietrzem, unoszącym się około 8 metrów nad ziemią. Tak na oko można określić Pana aktualne położenie między 39 a 40 stopniem północnej szerokości geograficznej oraz między 57 a 61 stopniem długości zachodniej… – poinformowała kobieta.

– Czy Pani nie jest przypadkiem inżynierem?

– Owszem, jestem inżynierem – odpowiedziała kobieta. – Jak Pan na to wpadł?

– To proste – odpowiedział mężczyzna. – Pani informacje są merytoryczne i skierowane do osoby nawigującej balonem, zapewne wystarczająco konkretne i przydatne. Tyle tylko – wyznał szczerze – że ja nadal nie mam bladego pojęcia, gdzie jestem. Nie dość, że mi Pani w ogóle nie pomogła, to jeszcze zabrała czas i rezultat tego dialogu jest taki, że obecnie jestem jeszcze bardziej spóźniony, niż byłem przed podjęciem z Panią rozmowy – grzmiał z balonu zagubiony podróżnik.

– Pan jest ponad wszelką wątpliwość  dyrektorem! – odpowiedziała kobieta.

– Nie do wiary! – wykrzyknął mężczyzna. – W rzeczy samej, jestem dyrektorem. Ale skąd to Pani wie?

– Wiele na to wskazuje … Nie wie Pan, gdzie aktualnie jest. Nie wie Pan, w jakim kierunku Pan zmierza. Aktualną pozycję osiągnął Pan, zużywając dużo powietrza i zapewne nie wie Pan nawet, ile go jeszcze ma w zapasie. Złożył Pan obietnicę, której nie jest Pan w stanie dotrzymać. Od ludzi, którzy znajdują się niżej, oczekuje Pan, że rozwiążą Pańskie problemy. Wbrew temu, co próbuje mi Pan imputować, nadal pozostaje Pan dokładnie w tej samej sytuacji, w jaką Pan sam się wprowadził. Pomimo tego uważa Pan, że to moja wina.

Poznanie syndromu dyrektora stawia konsultanta wobec dylematu: omawiać go przed rozpoczęciem prac konsultingowych, w trakcie ich wykonywania czy też po ich zakończeniu. Wszystko zależy od słuchacza i jego reakcji. Jedno natomiast nie ulega wątpliwości. Jeśli słuchacz – po uważnym wysłuchaniu anegdoty – zapyta Was o markę balona, którym latał ten dyrektor, lub inny równie istotny element scenariusza anegdoty, to relację między konsultingiem i anegdotą powinno się zbudować na formule: ZAMIAST. Anegdota zamiast konsultacji.

 

Artykuł publikowany w magazynie „Zarządzanie Projektami” Nr 1(8)/2015

Logo w stopce
KONTAKT

Portal zarzadzanieprojektami.org, Gdański Park Naukowo-Technologiczny
ul. Trzy Lipy 3, 80-172 Gdańsk
E-mail: biuro@e-zp.org
tel.: (+48) 501 794 318
Copyright © 2016. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie Interaktywna PIQUA