Serwis korzysta z plików cookies.
        LOGOWANIE  /  REJESTRACJA      

Biznes i sztuka: dwa światy czy pola inspiracji?

Dariusz Wieczorek

12 maj 2017 roku

Artyści dość powszechnie obśmiewają ludzi biznesu jako obsesyjnych nudziarzy skoncentrowanych tylko na pieniądzach. Albo jeszcze gorzej. Niemal zawsze, gdy świat biznesu jest prezentowany przez kino, pokazywany jest przez pryzmat zmowy lub nawet spisku wyjątkowych, pazernych drani. Tak było w „Wiernym ogrodniku” (o przestępstwach koncernu farmaceutycznego), „Super Size Me” (o skutkach korzystania z fast foodów), „Wilku z Wall Street” (o brudnym świecie finansów), „The Social Network” (o powstaniu Facebooka), czy też „Graczu" (o kulisach showbiznesu w Hollywood). Artystyczna krytyka biznesu jest czasem bardzo precyzyjna i dobrze wycelowana (np. nominowany do Oscara „Big Short”). Zdarza się też, że obrazy te nie przekonują. Przykładem może być wyjątkowo ciężkostrawny „Kapitalizm, moja miłość” Michaela Moore'a.

Z drugiej strony wielu biznesmenów uważa artystów za bandę pretensjonalnych obiboków. Szefowie lubią wprawdzie zawiesić na ścianach sali konferencyjnej kilka modernistycznych malowideł. Mogą, a niektórzy nawet lubią, pójść raz na jakiś czas na firmową galę do opery. Zdarza się im nawet wypisać czek na okrągłą sumkę, aby wesprzeć ekscentrycznych przyjaciół swoich żon. Jednak ludzie biznesu rzadko traktują na poważnie sztukę jako źródło inspiracji.

To uprzedzenie zaczyna się już na studiach na kierunkach związanych z biznesem, gdzie dominują „twarde” aspekty zarządzania, a więc rządzą liczby, wskaźniki, analizy studiów przypadków. Ta niechęć jest następnie wzmacniana poprzez codzienne doświadczenia. Menedżerowie stale przypominają swoich podwładnym, że jeśli nie można czegoś policzyć, to nie ma to znaczenia. Rynkom kapitałowym też można zaimponować niemal wyłącznie poprzez dobre wyniki kwartalne.

Ostatnio w książkach dla menedżerów coraz częściej dostrzega się nonsensowność takich postaw. Choć z drugiej strony jedynie w nielicznych pozycjach można przeczytać cokolwiek o sztuce. Trudno do nich zaliczyć „The Art of Deal” Donalda Trumpa, czy też „Sztukę wojny” Sun Tzu. Już prędzej popularne książki traktują biznes jako współczesną odmianę barbarzyństwa (vide: „Powalająca siła przywództwa. Sekrety Attyli, króla Hunów” Wessa Roberta, albo „A Good Hard Kick in the Ass: the Real Rules for Business” Roba Adamsa). Cóż, może zasady przywództwa są faktycznie ponadczasowe...

Ale ostatnio można zauważyć, głównie po stronie biznesu, pewne oznaki odwilży i zmniejszania się tego wielkiego dystansu do świata sztuki. Wydawnictwa biznesowe publikują coraz częściej książki wyrażające się o ciepło artystach, takie jak „The Fine Art of Success”, autorstwa Jamie Anderson, Jörga Reckhenricha i Martina Kuppa, czy też  „Artistry Unleashed” Hilary Austen. Niektóre szkoły biznesu na zachodzie próbują czerpać ze świata sztuki. Coraz częściej także firmy konsultingowe prowadzą warsztaty poświęcone temu, jak korzystać z dorobku sztuki.

Cała ta atmosfera może oczywiście prowadzić do absurdalnych sytuacji. Zarówno Lady Gaga, jak i Marylin Manson, są już wystarczająco popularni i nie potrzebują, aby okrzykiwać ich prorokami jakiejś kolejnej sekty, dajmy na to „Nowej Fali Menedżeryzmu”, albo też „Ruchu Odnowy Organizacji”. Także szefowie mają już wystarczająco dużo na głowie i nie trzeba raczej w nich wzbudzać dodatkowo potrzeby wyzwolenia w sobie celebryty.

Zarówno dziś, jak i w przeszłości wielu wspaniałych artystów było również znakomitymi przedsiębiorcami. Szesnastowieczny włoski malarz, Tintoretto, podważył podstawy ówczesnego weneckiego establishmentu artystycznego, wcześniej całkowicie kontrolowanego przez Tycjana. Udało mu się to ponieważ zidentyfikował zupełnie nową grupę klientów, czyli po prostu ludzi, którzy byli mniej zamożni niż arystokraci, którzy wspierali Tycjana. Dodatkowo zmienił on sposób realizacji swoich prac, wykonując je znacznie szybciej niż inni artyści, malując zarówno freski i meble, jak i portrety.

Innym przykładem biznesowo nastawionego artysty jest Damien Hirst. To twórca współczesny, wyjątkowo zuchwały, żeby nie powiedzieć bezczelny. Uznał on, że nowobogaccy kolekcjonerzy będą skłonni płacić kolosalne sumy za takie „dzieła”, jak martwe krowy, owce, czy rekiny, albo też czaszki ludzkie inkrustowane diamentami. Swoje prace sprzedaje on bezpośrednio przez dom aukcyjny, co nie jest takie oczywiste wśród artystów. Niezależnie od tego co naprawdę myślą o jego sztuce ludzie biznesu, musi budzić ich podziw ktoś, kto był w stanie wyciągnąć w ciągu jednego dnia od miłośników sztuki za swe dzieła 111 milionów funtów (198 milionów dolarów). I to w dniu, w którym upadł Lehman Brothers… Symboliczne!

Zgłębianie sztuki może pomóc przedsiębiorcom w komunikowaniu się w sposób bardziej elokwentny. Większość szefów spędza ogromną ilość czasu „przekazując wiadomości” oraz „wspierając innych”, ale tylko niektórzy z nich są bardzo dobrzy w wykonywaniu tych działań. Ich narracja jest często pełna zgranych klisz, albo wręcz zniekształcona w postać nieznośnego korpobełkotu. Zapoznanie się z esejem George’a Orwella „Dlaczego piszę” mogłoby tu zdziałać cuda…

Wiele spośród najbardziej udanych światowych przedsięwzięć biznesowych zawdzięcza swój spektakularny sukces umiejętności snucia opowieści i w zasadzie – jakby się bliżej przyjrzeć – niczym więcej. Marlboro i Jack Daniels rozwinęły twórczo mit Dzikiego Zachodu. Ben & Jerry, korporacja produkująca lody, przywdziewa z kolei kolorowe, kontrastowe szaty kontrkultury, co wystarcza, aby z sukcesem celować w klientów premium. Uczelnie biznesowe poświęcają jednak ciągle większość energii i czasu na nauczanie ludzi jak produkować, a następnie pozycjonować produkty. Umiejętność wypełniania tych produktów treścią i nadawanie im wyjątkowego znaczenia jest niestety zwykle w ogóle pomijana, albo traktowana jako coś pobocznego.

Poznawanie świata sztuki może również pomóc firmom nauczyć się zarządzania inteligentnymi, błyskotliwymi, choć często niepokornymi ludźmi. Naukowcy z London Business School zauważyli, że najbardziej produktywne firmy są zdominowane przez „niepokornych bystrzaków”, którzy są – delikatnie mówiąc – trudni do zarządzania. Owi „bystrzacy” nienawidzą, gdy menedżerowie mówią im, co mają robić, uważają ich zresztą często za niezbyt rozgarniętych, żeby nie powiedzieć tępych. Podważają raporty dotyczące wydajności pracy, albo nawet nie chcą się im poddawać. Krótko mówiąc, zachowują się jak rozkapryszone gwiazdy.

Otóż, świat sztuki ma wielowiekowe doświadczenie w zarządzaniu takimi trudnymi ludźmi. Wydawcy książek są w stanie skutecznie wydobywać książki od opieszałych autorów. Reżyserzy potrafią przekonać aktorki do odważnych scen i to nawet z aktorami, których te szczerze nienawidzą. Podpowiedzi takich wydawców, czy też reżyserów mogą być bezcenne dla ludzi biznesu.

Zbliżenie do sztuki może jednak przynieść biznesowi najwyższą nagrodę. Mianowicie, może mu pomóc stać się bardziej innowacyjnym. Przedsiębiorstwa przeszukują świat, poszukując nowych pomysłów. Procter and Gamble, na przykład, używa „crowdsourcingu” do zbierania pomysłów od opinii publicznej. Wiele firm stara się też stymulować swoich pracowników, aby posiadali mniejszą awersję do ryzyka (z pewnymi wyjątkami oczywiście, np. nie dotyczy to raczej banków). W dążeniu do twórczości i innowacyjności na pewno mogą się one wiele nauczyć od przedstawicieli branż kreatywnych.

Warto zwrócić uwagę jak współcześni artyści dostosowali się do pojawienia się fotografii, jako technologii, która mogła potencjalnie spowodować zmniejszenie zapotrzebowania na sztukę. Podziw może budzić też determinacja pisarzy, takich jak William Golding (autor „Władcy Much”) oraz J.K. Rowling (twórczyni Harry Pottera), którzy nie poddawali się w dążeniu do sukcesu, nawet wtedy gdy różni wydawcy po kolei odrzucali ich powieści.

Ludzie biznesu powinni traktować sztukę bardziej na serio, jednak także artyści mogliby traktować podejście biznesowe z większą atencją. Komercja jest integralną częścią doświadczenia ludzkości. Właściwie to jest ona tym, czym miliardy ludzi zajmują się każdego dnia. Choćby z tego powodu ludzie sztuki powinni dążyć do tego, aby lepiej rozumieć rynkowe zasady funkcjonowania tego świata. A może nawet je respektować. Nie ma rady.

Logo w stopce
KONTAKT

Portal zarzadzanieprojektami.org, Gdański Park Naukowo-Technologiczny
ul. Trzy Lipy 3, 80-172 Gdańsk
E-mail: biuro@e-zp.org
tel.: (+48) 501 794 318
Copyright © 2016. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie Interaktywna PIQUA